|
AUTORZY: JACEK KIERZEK, KAROL HOROŻYŃSKI, KAMIL KOMOROWSKI
Poniedziałek, 26.07.2010
Dzień rozpoczęliśmy bardzo miło od 25 kółek wokół wymiarowego boiska. Wróciliśmy bardzo zmęczeni. Na śniadanie była smaczna jajecznica. Po tym posiłku poszliśmy na ciężki trening, który trwał około 2 godzin. Jest godzina 13.00 i właśnie odpoczywamy w swych dużych pokojach. Mieliśmy 50 minut czasu wolnego, w którym można było pograć w ping-ponga i piłkarzyki. Na obiad była potrawka chińska z kiszonym ogórkiem i żurek. Po obiedzie udaliśmy się na trening nad morze, którego celem było umocnienie naszych nóg. Na plaży graliśmy w rugby, siatkówkę i beach soccera. Droga powrotna była ciężka, ponieważ wszystkich bolały nogi. Wróciliśmy bardzo wyczerpani i udaliśmy się na kolacje, na której były racuchy. Trener zorganizował nam ognisko z pieczonymi kiełbaskami oraz dyskotekę. Po 22. nikogo nie trzeba było namawiać do snu.
Wtorek, 27.07.2010
Drużyna Małej Lechii trenera Krzysztofa zagrała mecz sparingowy. W związku z tym trener odpuścił im poranne bieganie. Po śniadaniu około udali się na boisko celem rozegrania meczu z drużyną z Bydgoszczy. Pogoda była o dziwo zła :) Nasi mali kadrowicze dzielnie rozpoczęli od głośnego okrzyku i ruszyli do ataku. Mecz był wyrównany, akcje toczyły się raz pod jedną bramką raz pod drugą. Niestety więcej szczęścia mieli bydgoszczanie i wygrali ten mecz 6:3. Bramki dla Lechii strzelali: Lisowski, Jurkowski, Łukasiewicz. Pierwsze śliwki robaczywki. Niektórzy z naszych zawodników nie mogli tego przeboleć. Wieczorem kiepskie humory poprawiła wizyta w lunaparku. Zabawa była przednia.
Środa, 28.07.2010
Tym razem sparing rozegrała drużyna trenera Pawła. Mecz odbył się w godzinach porannych, więc o bieganiu rano nie było mowy. Reszta nie miała taryfy ulgowej i przebiegła parę kilometrów. Poranne bieganie jest dla nich OGROMNĄ TRAGEDIĄ. Drużyna z którą się zmierzyliśmy – Przemysław Poznań, była rocznikowo starsza więc o dobry rezultat było bardzoooooooooooo ciężko! Mimo zaangażowania i poświęcenia mecz przegraliśmy 0:7. Teraz zjadamy obiad i w strugach nadmorskiego deszczu udajemy się na popołudniowy trening. Niestety przez pogodę zmuszeni jesteśmy odwołać rejs statkiem po morzu. Być może w piątek tego dokonamy (dla niektórych to wielkie wyzwanie).
Dodał: Justyna Niećkowiak 2010-07-28 16:31:06 |